„Moralność na skraju przepaści” - grzech śmiertelny czy powszedni?
„Jeśli ktoś spostrzeże, że brat popełnia grzech, który nie sprowadza śmierci, niech się modli, a przywróci mu życie; mam na myśli tych, których grzech nie sprowadza śmierci. Istnieje taki grzech, który sprowadza śmierć. W takim wypadku nie polecam, aby się modlono. Każde bezprawie jest grzechem, są jednak grzechy, które nie sprowadzają śmierci.” [1J 5, 16-17]
Czy istnieje lista grzechów ciężkich? Rozpoczynamy okres Wielkiego Postu, czas pokuty i nawrócenia. W zamyśle ma on skłaniać człowieka do zastanowienia się nad własną słabością, grzechem i nawróceniem. Myślę, że to także dobry czas na poukładanie sobie pewnych pojęć. Mi osobiście, ale także innym ludziom, z którymi rozmawiałem, wiele trudności sprawia rozróżnienie między grzechem śmiertelnym (ciężkim) i powszednim (lekkim). Ta granica zawsze była dla mnie niejasna i myląca. No bo co to znaczy grzech śmiertelny? Skoro nikogo nie zamordowałem to już nie muszę się martwić? Czy jeśli nie pójdę w niedzielę do kościoła to mam z automatu grzech śmiertelny i w razie nagłego wypadku wyląduję prosto w piekle? Współczesny świat raczej nie ułatwia kształtowania prawego sumienia, granice jasne dla naszych dziadków dziś są płynne i niepewne. Powstaje z tego powodu wiele nieporozumień i uproszczeń. Współczesny człowiek chciałby mieć sprawę ułatwioną i posiadać listę, z której jasno by wynikało co grozi za jaki grzech. Takie podejście do sprawy jednak trochę wypacza cały sens katolickiej duchowości. Przecież w chrześcijaństwie nie chodzi o to żeby stosować się do norm i kalkulować: „Ten grzech jest lekki więc mogę go jeszcze popełnić, ale inny to już jest ciężki więc trzeba uważać, bo pójdę do piekła”. Gdyby taka miała być nasza wiara to nie byłoby w niej miejsca na miłość Boga, a pozostało by tylko puste targowanie się o odrobinę przyjemności. Jaki grzech jest śmiertelny? - teoria No to czym w końcu jest ten grzech, który „sprowadza śmierć”?
„Grzech śmiertelny niszczy miłość w sercu człowieka wskutek poważnego wykroczenia przeciw prawu Bożemu; podsuwając człowiekowi dobra niższe, odwraca go od Boga, który jest jego celem ostatecznym i szczęściem. Grzech powszedni pozwala trwać miłości, chociaż ją obraża i rani.” [KKK 1855]
„Aby grzech był śmiertelny, są konieczne jednocześnie trzy warunki: Grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą” [KKK 1857]
Kiedy przeczytałem ten fragment Katechizmu, to pomyślałem sobie: „ No nieźle, co to ma być za wytłumaczenie, co to niby jest materia poważna?” Ale zastanówmy się chwilę. Mamy trzy warunki, które muszą być spełnione jednocześnie: 1. grzech w materii poważnej, 2. popełniony został świadomie i 3. dobrowolnie. Ad 1. Materię poważną nauczanie Kościoła wyjaśnia tak:
„Materię ciężką uściśla dziesięć przykazań zgodnie z odpowiedzią, jakiej Jezus udzielił bogatemu młodzieńcowi: “Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę” (Mk 10, 19). Ciężar grzechów jest większy lub mniejszy: zabójstwo jest czymś poważniejszym niż kradzież. Należy uwzględnić także pozycję osób poszkodowanych: czymś poważniejszym jest przemoc wobec rodziców aniżeli wobec kogoś obcego.” [KKK 1858]
Ad 2. Grzech musi być świadomy, to znaczy, że osoba popełniająca zło musi mieć pełną świadomość, w czasie popełniania czynu, że robi coś złego. Robi coś wiedząc, że popełnia zło, które jest poważne. Grzechu ciężkiego nie popełnia się przypadkiem. Tylko jest jedno „ale”, to nie może być nieświadomość na zasadzie „nie chcę wiedzieć, że to jest złe”. Wracając do przykładu Mszy Świętej. Ktoś kto nie idzie w niedzielę do Kościoła bo nie rozumie, że traci pewne dobro, że obraża tym Boga, może nie popełnić grzechu ciężkiego, ale już osoba świadoma, że Msza jest czymś bardzo ważnym w życiu chrześcijanina, że daje życie, a mimo to z lenistwa nie idzie, bo przecież relacja z Bogiem nie jest taka ważna, raczej już ciężki grzech popełnia. Ad 3. Podobnie ma się sprawa z dobrowolnością. Nie popełnia grzechu ciężkiego ten, kto do popełnienia zła został przymuszony. Może zaistnieć taka sytuacja, że ktoś bardzo dobry, odznaczający się w swoim życiu wieloma cnotami i miłością do Boga, nie radzi sobie z jednym nałogiem. Taka osoba jest chora i grzech popełniony pod wpływem nałogu, nad którym ta osoba nie do końca panuje, nie jest grzechem ciężkim. Nie jest to dobrowolne działanie przeciw Bogu, nie jest to dobrowolne rezygnowanie z dobra, taki czyn nie zrywa od razu miłości i relacji między tym człowiekiem, a Bogiem. Grzech śmiertelny jest zatem świadomym i dobrowolnym wystąpieniem przeciwko miłości Boga. Jest tu jednak pewna pułapka o której pisze Jan Paweł II:
„Podobnie powinno się unikać sprowadzania grzechu śmiertelnego do aktu „opcji fundamentalnej” - jak się dzisiaj zwykło mówić - przeciwko Bogu, rozumiejąc przez to wyraźne i formalne wzgardzenie Bogiem i bliźnim. Mamy bowiem do czynienia z grzechem śmiertelnym także wtedy, gdy człowiek świadomie i dobrowolnie, dla jakiejkolwiek przyczyny, wybiera coś, co jest poważnym nieporządkiem. W rzeczy samej taki wybór już zawiera w sobie wzgardę Bożym przykazaniem, odrzucenie miłości Boga do ludzkości i całego stworzenia: człowiek sam się oddala od Boga i traci miłość.” [Adhortacja apostolska Reconciliatio et Paenitentia p.17]
Skupiam się głównie na grzechach ciężkich, ale nie oznacza to, że grzechy lekkie są bez znaczenia. Takie grzechy, są wyrazem nieuporządkowania, i na pewno osłabiają relację z Bogiem. Człowiek długotrwale bagatelizujący powszednie grzechy, powoli oddala się od Boga, zwłaszcza, gdy grzech taki powoduje znieczulanie sumienia i utrudnia jego prawidłowe kształtowanie. Jaki grzech jest śmiertelny? - praktyka No dobrze, znamy już trochę teorii. A co z praktyką? Jak określić, które grzechy są ciężkie? To sprawa bardzo indywidualna, dlatego nauka katolicka nigdy nie pokusiła się o stworzenie listy grzechów śmiertelnych. Na początek polecam przejrzenie rachunku sumienia ks. Michała Kaszowskiego. W przypadku braku pewności co do ciężaru grzechu należy drążyć temat. To znaczy, jeśli mamy wątpliwość czy grzech był ciężki czy lekki to pewnie nie było pełnej świadomości wyrządzanego zła, nie znaczy to, że mamy spokój i nie ma się czym martwić. W takiej sytuacji należy, szukać pewności sumienia tak długo, aż uzyskamy wewnętrzne przekonanie co do grzeszności czynu. Temu służy kapłan w konfesjonale, nie ma on co prawda wiedzy co do wszystkich okoliczności grzechu, więc sam nie może określić arbitralnie jego ciężaru, ale może bardzo pomóc w wyjaśnieniu wątpliwości. Czasem uzyskanie spokoju sumienia może zająć trochę czasu więc nie ma się co zniechęcać, w końcu walczymy o życie wieczne i duchowy rozwój. Właściwa perspektywa Wydaje mi się, że warto na koniec przytoczyć słowa ks. Kazimierza Kubata SDS, który moim zdaniem stawia sprawę grzechu ciężkiego i lekkiego w odpowiedniej perspektywie:
„Sądzę, że moralność katolicka, to nie unikanie grzechów ciężkich. Słaba by to była moralność. Taka moralność, to moralność minimalistyczna, albo moralność przestępcy. Moralność, która szuka „jakby tu uniknąć grzechu”? To moralność przestępcy, któremu nie zależy na dobru, ale na tym, aby nie być przyłapanym na złu, czy na przestępstwie, na grzechu ciężkim. (…) jest to „moralność na krawędzi” lub „moralność na skraju przepaści”. A można by to przedstawić schematycznie bardzo prosto. Z lewej strony mamy linię demarkacyjną, którą nazwiemy grzech. To co na lewo od tej linii, to upadek, grzech (ciężki, lekki), a my chcemy tylko żyć na krawędzi tej przepaści, aby nie „popełnić i wpaść”. Jeśli przesunę się chociaż odrobinę w lewo to na pewno do przepaści wpadnę. Ale z prawej strony rozciąga się w nieskończoność moralność miłości. Tutaj nie ma granic i ograniczeń, nie ma obawy, że gdziekolwiek się „ześlizgnę”. Tutaj nie pytam: „Czy już popełniłem grzech?”, bo ja raczej się od niego oddalam, uciekam. W ogóle sprawy grzechu nie dyskutuję, nie chcę nie tylko Pana Boga obrażać, czy lekceważyć, bo mi to nawet do głowy nie przyjdzie. Nie chcę bliźniego krzywdzić i nie szukam okazji, sytuacji, jakby tu grzechu uniknąć, ale zależy mi jedyne i bez ograniczeń na miłowaniu Boga i bliźniego.”


Kiedyś przeczytałam takie wyjaśnienie pewnego spowiednika, które bardzo trafiło mi do przekonania: “Samo pytanie: “NIE WIEM, czy wówczas popełniłem grzech ciężki?” sugeruje, że go nie popełniono.” Warto tu może dodać, że istnieją Kościoły chrześcijańskie (jak np. Cerkiew prawosławna) które nie znają tego naszego rozróżnienia na grzechy “lżejsze” i “cięższe.” Dlatego przed każdą liturgią, jeśli chce się przystąpić do Eucharystii, należy się wyspowiadać (nie dotyczy to tylko dzieci do 7 roku życia, które w Cerkwi mogą spożywać Ciało i Krew Pańską - od momentu chrztu - bez spowiedzi). Jak to pisał ks. Twardowski: “nie ma grzechów śmiertelnych, lekkich i powszednich - gdy Miłość zdenerwujesz - każdy grzech jest ciężki…”
Czy to na podstawie KKK 1855 wierzycie, że ateiści nie są zdolni do miłości?
Dalej - na jakiej podstawie w katolicyzmie to czym jest krzywdzenie bliźniego jest ustalone przez Kościół a nie ma tu prawa się wypowiedzieć sam skrzywdzony?
Nie, za to na podstawie objawienia Bożego zawartego w Piśmie Św. i Tradycji Kościoła wierzymy, że każdy człowiek jest zdolny do miłości, gdyż został stworzony z Miłości i przez tą Miłość odkupiony. Po prostu nie każdy chce tą miłość przyjąć i nie każdy chce się nią dzielić i żyć, a czasem po prostu nie umie jej nazwać mimo, że żyje jej okruchami.
Zło jest rzeczą, którą najczęściej da się opisać obiektywnie, dlatego Kościół ma prawo wypowiadać się na temat krzywdy, natomiast w żadnym razie nie odbiera prawa do wyrażenie poczucia krzywdy przez samą ofiarę.
Nie wiem, czy takie przedstawienia sprawy nie jest trochę strzałem do własnej bramki. Bo skoro ostateczną instancją rozstrzygającą o grzeszności naszych działań jest nasze własne sumienie, to dość niepoważnie brzmią zarzuty np. o złym prowadzeniu się młodzieży. Raczej nie wierzę, że ta (młodzież) widzi coś złego w seksie przedmałżeńskim, antykoncepcji itd. Bo jak rozumiem, trzeba mieć świadomość popełnianego zła, a nie wystarczy samo przyjęcie do wiadomości, że ktoś nasze postępowanie piętnuje?
Druga rzecz, to zapisy w Prawie Kanonicznym, które nieco komplikują kwestię grzechu, bo zakładają pewien automatyzm. Myślę tu np. o twierdzeniu, że “każde przestępstwo jest grzechem ciężkim, ale nie każdy grzech ciężki jest przestępstwem”. O ile drugi człon tego twierdzenia przyjmuję bez zastrzeżeń, to pierwszy rodzi wiele pytań. W końcu systemy prawne doskonałe nie są, nie tylko w krajach totalitarnych.
Nie do końca dobrze zrozumiałeś sens “świadomości grzechu”. Nie może powoływać się na nieświadomość ktoś, kto został pouczony o grzeszności czynu. Czyli jeśli młody człowiek, który jest katolikiem jak to określiłeś “źle się prowadzi”, ale został pouczony np. w konfesjonale, że jest to poważny grzech, to jego złe prowadzenie się od tego momentu będzie już grzechem ciężkim mimo, że przed tym pouczeniem nim nie było. Taka osoba już nie może mówić, że nie ma świadomości, że grzech jest ciężki. Czyli wystarczy samo przyjęcie do wiadomości, że jest to czyn zły.
Co do drugiej kwestii. To prawo kanoniczne jeśli dobrze rozumiem (nie mogę znaleźć tego fragmentu w tej chwili) mówi nie o przestępstwie w znaczeniu prawa lokalnego danego kraju, ale o przestępstwie w myśl prawa kanonicznego, czyli o działaniach, które są piętnowane karami kościelnymi, ze względu na swój publiczny charakter i specjalne zgorszenie. Czyli każde nie zastosowanie się do nakazu czy zakazu określonego specjalnie w spisie przestępstw prawa kanonicznego jest grzechem ciężkim. Przestępstwa takie znajdują się w Kodeksie Prawa Kanonicznego 1364-1399.
W niedzielę na kazaniu słyszałam ciekawą interpretacje najpowszechniejszego grzechu - opuszczenia niedzielnej mszy. Ksiądz powiedział, że Eucharystia to Chrystus. To wprost od Niego dostajemy zaproszenie na niedzielną ucztę. Czy byłbyś w stanie spojrzeć Jezusowi w twarz i powiedzieć, że nie chce ci się z Nim spotkać?
od pewnego czasu myślę nad grzechem cięzkim, przeczytałem artykuł i zauważyłem, iż istnieje kazuistyczne podejście do grzechu np. dokonałeś aborcji to popełniłeś grzech ciężki i to stanowi podstawę do ekskomuniki,rozumiem i wiem, że aborcja jest grzechem ciężkim, ale jak jest gdy osoba dokonująca aborcji nie ma świadomości znaczenia swojego czynu, albo działa pod przemusem lub nie może świadomie pokierować swym postępowaniem, wierzę iż Bóg tak nas ukochał, że z jego woli jesteśmy na tym świecie,każde z nas z osobna jest jego dzieckiem i On kocha każdego z nas jak ojciec kocha swe dziecko, nie jestem w stanie sobie zatem wyobrazić , że ten Ojciec wyznacza każdemu swemu dziecku takie same obowiązki bez względu na to, że każde z Jego dzieci jest inne i ma inne powołanie,aby grzech był cięzki musimy mieć wolę odejścia lub od dalenia się od Boga, jak o tym można mówić , gdy mówi się o ekskomunice generalnej lub generalnie o tym, że dany czym jest grzechem wszystkich, taka refleksja w tym miejscu nie pogłębiona , ale przeze mnie bardzo przeżywana i przemyślana w istocie zacząłem myśleć o tym po przeczytaniu pisma Jana z którego Kościół bieże genezę grzechu ciężkiego
z poważaniem
Piotr Gajoch Rzeszów