Piotr i Paweł

Apostolstwo internetowe
Subscribe

Rozważania o naturze ludzkiej - pokora

październik 01, 2009 Autor: Paweł Kategoria: Paweł

Instynkt zdobywcy
Ostatnio sam zmagam się z problemem, który świetnie opisał Maciej Biskup OP na swoim blogu. Jest w nas jakaś zasadnicza trudność przyznania się do błędu, niewiedzy czy okazania słabości. Czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie, żyjemy w ciągłej zależności od ludzi, którzy nas otaczają. Ciągle porównujemy się, stajemy w szranki, chcemy udowodnić, że to “ja” wiem lepiej, robię więcej i sprawniej. Jest to myślenie charakterystyczne dla mężczyzn, ten duch współzawodnictwa jest ciągle obecny. Wydaje się to być nieodłączny element naszej natury. Interesuje mnie w związku z tym, jak ukierunkować tą cechę, aby prowadziła do rozwoju, a nie zamykała nas w kręgu przeświadczenia o własnej doskonałości. Najpierw więc o korzyściach. Ta chęć bycia lepszym, wspanialszym, mądrzejszym może być przede wszystkim motorem naszego rozwoju, nie możemy się zamykać na pewnym etapie uznając, że to nam wystarczy. Człowiek jako uwieńczenie stworzenia Bożego ma aspirację do bycia doskonałym i ta wewnętrzna potrzeba popycha nas do przekraczania własnych granic, do poznawania i poddawania sobie świata, do opanowywania żywiołów.

Zakłamany umysł

Na tej drodze pojawiają się jednak problemy, ludzki umysł jest skłonny nie tylko do oszukiwania otoczenia i przedstawiania swoich osiągnięć i przekonań w lepszym świetle niż innych osób, ale nawet do oszukiwania siebie. Jesteśmy zniewoleni nie tylko tym w jaki sposób odbiera nas otoczenie, ale także naszymi poglądami i brakiem krytycznego podejścia do własnych przekonań i słabości. Dobrym przykładem są preferencje polityczne.

“Na przykład, pod koniec drugiej kadencji Reagana, w 1988 roku, zapytano Amerykanów czy ich zdaniem inflacja w porównaniu z rokiem 1980 polepszyła się, pozostała na tym samym poziomie czy pogorszyła się. Obiektywne dane wskazują, że wskaźnik inflacji spadł z 13% w 1980 roku do 4% w 1988.
Fakt, ten nie przeszkodził ponad połowie ludzi identyfikujących się w badaniu jako zaangażowani demokraci uznać, że inflacja pogorszyła się. Z tej grupy zaledwie 8% uznało, że inflacja zmniejszyła się. Oczywiście, taka stronnicza ocena rzeczywistości nie dotyczy tylko demokratów. W 1996 roku zdecydowana większość republikanów była przekonana, że za rządów Clintona deficyt budżetowy powiększył się, choć było to sprzeczne z obiektywnymi danymi.”

Stawianie siebie w lepszym świetle i przedkładanie własnego światopoglądu nad fakty, które są w stanie zburzyć nasz ułożony żywot, pozwala człowiekowi stworzyć swój mały bezpieczny świat i jakoś radzić sobie mimo trudności, jednak patrząc z zewnątrz na taką postawę widać wyraźnie, że to tylko pozory życia.

Pokora daje przewagę

Chrystus stara się człowieka z tego letargu wyrwać, otworzyć oczy na coś co wydaje nam się za trudne, albo wręcz nieosiągalne. W języku ewangelicznym mówi się tu o ponownym „narodzeniu” dla wolności i prawdziwym „Życiu”. Jednak pozostaje pytanie jak poradzić sobie z własnym umysłem? Jak przekroczyć swój ciasny światopogląd? Jak zrobić ten pierwszy krok? Katolickie podejście zdaje się sugerować pokorę jako remedium. Czy to daje jakąś przewagę? Zwróćmy uwagę, że to oszukiwanie siebie każe nam być ślepym na własną ignorancję i umniejszać słabości. Człowiek nie przystosowuje się do okoliczności, ale tworzy fałszywy obraz świata we własnym umyśle, co prowadzi go do błędnych diagnoz i błędnych rozwiązań. Z ekonomicznego punktu widzenia mamy tu oczywistą stratę. Jeśli źle określimy przyczynę, trudno o dobre wnioski. Wracając do tej męskiej rywalizacji, osoba pozbawiona krytycznego spojrzenia i obiektywnego oglądu rzeczywistości, będzie przegrywać z osobą otwartą, nawet jeśli będzie to osoba, która wydaje się słaba, bo przyznaje się do niewiedzy. To pokorne podejście do własnych przekonań i świadomość własnej niewiedzy, daje szerszy ogląd rzeczywistości i każe człowiekowi brać pod uwagę nawet te czynniki, które mogą wydawać mu się fałszywe. Brak pokory z kolei prowadzi do zadufania w sobie i pomijania innych możliwości niż dyktowane przez nasz światopogląd.

Prawdziwa pokora
Jednak pokora sama w sobie nie jest wystarczająca, trzeba ją odpowiednio rozumieć. Nie mówimy tu o fałszywej pokorze, która prowadzi do rezygnacji i odrzucania prawdziwych wyzwań. Taka pokora prowadziłaby do bezwładu. Chodzi o pokorę zdobywcy, dowódcy, który świadom własnych ograniczeń poddaje się nie osiągnąwszy celu, bo jest odpowiedzialny za swoich podwładnych, ale przy najbliższej okazji ponownie analizuje fakty, rezygnuje z własnych przeświadczeń i ponawia próbę zdobycia celu z nowym podejściem. Ta „prawdziwa” pokora jest tak trudna bo obnaża człowieka jako niedoskonałego, słabego i bezbronnego nie tylko wobec świata, ale wobec samego siebie. Jest jednak konieczna, jeśli chce się poszukiwać prawdy. Kwintesencją tej postawy jest modlitwa św. Tomasza i niech ona będzie podsumowaniem tego wpisu:

“Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, ze muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek(…) Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć, ale proszę cię o większą pokorę i mniej niezachwianą pewność, gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi(…) Użycz mi chwalebnego uczucia, że czasem mogę się mylić. Zachowaj mnie dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać.”

Skomentuj


Proudly using Dynamic Headers by Nicasio Design