Tradycja Kościoła - balast czy błogosławieństwo
Na ostatnim spotkaniu firmowym przy lampce szampana, kiedy wywiązała się krótka rozmowa o wierze, koleżanka zadała mi dość zaskakujące dla mnie pytanie: Dlaczego wierzę, że księgi napisane przez jakiś gości na początku naszej ery są słowem Boga i skąd wiem, że nie były przekręcone i pozmieniane na przestrzeni wieków? Z tym pytaniem wiąże się kolejne, kto tak naprawdę je napisał i dlaczego tylko 27 ksiąg zebrano w kanon Nowego Testamentu? Pytanie zaskakujące bo jako osoba wierząca w ciągłą obecność i asystencję Ducha Świętego w naszym życiu, a szczególnie w życiu Kościoła, odpowiedź była jasna choć trudna do przedstawienia. Odpowiedziałem więc intuicyjnie właśnie powołując się na Ducha Świętego i jego działanie poprzez Tradycję. Pytanie jednak chodziło mi od tego czasu po głowie, no bo czym tak naprawdę jest Tradycja. Patrząc przecież po ludzku widzimy jak różne „tradycje” zmieniają się przez wieki i zanikają, albo ulegają przeobrażeniom. Czym więc jest Tradycja Kościoła, że tak różni się od zwykłych ludzkich tradycji?
Pierwsi chrześcijanie
Szukając odpowiedzi na to pytanie należy cofnąć się do czasów pierwszych apostołów i pierwotnego Kościoła. Od razu musi zastanawiać fakt, że pierwsi chrześcijanie nie mieli pism Nowego Testamentu, które ostatecznie zebrano w kanon dopiero IV w. n.e. Autorytet pism natchnionych opiera się przede wszystkim na autorytecie apostołów i tym co głosili o objawieniu jako naoczni świadkowie życia i nauczania Chrystusa. Należy zwrócić uwagę, że świadectwo to było w dużej części ustne, tam gdzie się apostołowie pojawili głosili objawienie, które otrzymali od Jezusa, tam gdzie nie mogli pojawić się osobiście wysyłali listy (tak powstała część NT), albo wysyłali namaszczonych przez siebie uczniów, co do których mieli pewność, że przekażą to co apostołowie naprawdę nauczali (tak powstawała Tradycja apostolska). Co do Nowego Testamentu, to był on spisywany często wiele lat po śmierci apostołów, przez ich uczniów i następców, pisma te były więc wyrazem przekazanej wiary, wyznaniem wiary pierwotnego Kościoła. Nie były natomiast konkurentem Tradycji, ale jej wyrazem, Tradycja i Pisma to jedno i to samo.
„Tradycja święta zatem i Pismo święte ściśle się ze sobą łączą i komunikują. Obydwoje bowiem, wypływając z tego samego źródła Bożego, zrastają się jakoś w jedno i zdążają do tego samego celu. Albowiem Pismo św. jest mową Bożą, utrwaloną pod natchnieniem Ducha Świętego na piśmie, a święta Tradycja, słowo Boże, przez Chrystusa Pana i Ducha Świętego powierzone Apostołom, przekazuje w całości ich następcom, by oświeceni Duchem prawdy, wiecznie je w swym nauczaniu zachowywali, wyjaśniali i rozpowszechniali.” [Dei Verbum, KO 9].
Tradycja - „głuchy telefon” czy wierny przekaz
Kiedy czyta się te słowa to współczesnemu człowiekowi zaraz przychodzi na myśl zabawa w „głuchy telefon” i wyobraża sobie, że tradycja ustna, która była zapisana wiele lat po śmierci Jezusa, a także ta która nie została zapisana, musiała w ciągu wieków ulec dużym zniekształceniom. To przekonanie umacnia się tym bardziej, kiedy dowiadujemy się, że Pismo Święte znane jest tylko z późniejszych kopii, a nie z oryginalnych rękopisów. Jednak badania historyczne i archeologiczne przeczą tego rodzaju przekonaniom. Okazuje się, że tradycja ustna w starożytności miała zupełnie inną postać niż współczesne „jedna pani, drugiej pani”. Tradycja nauczycielska była wtedy głównie oparta na przekazie ustnym i ówcześni ludzie przywiązywali ogromną wagę do słowa. W sposób ustny przecież, były przekazane współczesnym takie dzieła jak Homerowska „Iliada” i „Odyseja”. Znane nam kopie pism wczesnocheścijańskich pochodzące z różnych okresów wykazują niesamowitą zgodność, tak naprawdę większym przekłamaniem było często tłumaczenie Pisma na różne języki niż znane nam kopie w języku greckim czy hebrajskim z przestrzeni wielu wieków.
Wiara Apostołów wyrażona jest w Tradycji
Oczywiście sama dbałość o słowo w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, to tylko jeden z gwarantów prawdziwości przekazu. Najważniejszym jest przecież Duch Święty, który dba aby słowo Boże było nie tylko przekazane w formie nie zniekształconej, ale aby było odpowiednio rozumiane. Co to znaczy? Apologeta katolicki Marek Piotrowski pisze o tym tak:
„To, że Biblia jest natchniona ( co jest poza sporem) nie oznacza, ze jest bezpośrednio zrozumiała dla każdego. Twierdzenie przeciwne miałoby dalekie konsekwencje - sprowadzając rzecz ad absurdum, jeśli Biblia nie wymaga żadnego przygotowania, to tak jakby zakładać, ze do zrozumienia Biblii nie jest potrzebna umiejętność czytania (albo ze grecką biblię można zrozumieć nie znając greki). Oczywiście jest to przejaskrawienie, gdyż absurd takich twierdzeń jest dla każdego oczywisty. Znajomość sposobu myślenia autorów, ówczesnych zwyczajów, sposobu wyrażania się i gatunków literackich stosowanych do zapisu przekazu Objawienia - to wszystko jest niemal równie ważne do zrozumienia Biblii jak umiejętność czytania - ale potrzeba ta nie jest tak intuicyjnie rozumiana. Podobnie jak potrzeba badania, jak ten czy ów fragment Pisma rozumieli współcześni autorom chrześcijanie.”
Gwarancję tego rozumienia daje nieprzerwana od czasów apostolskich sukcesja biskupów, którzy poprzez wieki są depozytariuszami objawienia, a instytucjonalnie prawdy wiary zgodnie z duchem czasów współczesnych przekazuje nam Urząd Nauczycielski Kościoła, który nie ma prawa nic do objawienia dodawać, ale ma obowiązek je obwieszczać i wyjaśniać.
Nie jestem ani historykiem, ani teologiem, więc powyższy tekst może nie być wyczerpujący, zachęcam więc czytelników do samodzielnego poszukiwania odpowiedzi na pytanie apostoła Piotra:
„Panie, do kogóż pójdziemy?” [J 6,68].
Czy jeśli odrzucimy Tradycję nie pozostaniemy z pustym tekstem, napisanym przez jakiś ludzi na początku naszej ery? Czy nie pozostaną nam puste zniekształcone ludzkie zwyczaje i rytuały? Na początek polecam odwiedzenie linków, które podaję w tym wpisie, choć dla bardziej wnikliwych badaczy to będzie dopiero początek poszukiwań.


Nie wiem, jak koleżanka, ale ja usłyszawszy taką odpowiedź, nie byłbym zbytnio usatysfakcjonowany. Pierwsze, co rodzi mój sprzeciw to słowa Piotrowskiego: “Biblia jest natchniona ( co jest poza sporem)”. Dlaczego poza sporem? Czyni to cały wywód niepoważnym, bo cóż to za dyskusja, w której jedna ze stron dysponuje asem w rękawie w postaci argumentu nie do obalenia i wyciąga go za każdym razem, gdy pojawiają się wątpliwości. A przecież nawet ujmując biblii ten transcendentny pierwiastek, nie traci ona swojego znaczenia dla historii chrześcijaństwa. Mamy nadal zbiór pism głoszących jakieś treści. Nie czas to i miejsce na spieranie się, czy prawdziwe, czy nie; zresztą, jak wiesz, piszę to z pozycji osoby, której poskąpiono gdzieś tam na górze daru wiary. Ale nadal myślę, że można stawiać pytania o wiarygodność przekazu, na którym religia się opiera.
A zatem… Primo, zrozumienie tekstu. Swego czasu, obu nam znany, prof. Polak vel Węcławski przytaczał fragmenty Pisma w świetle najnowszych badań nad językami, w których je spisano. Pamięć w tym wieku już nie ta, co kiedyś, więc niestety nie mogę tu przytoczyć konkretnego przykładu. Rzecz się jednak sprowadzała do tego, że skorygowanie znaczenia jednego słowa wiodło do drastycznej zmiany znaczenia reszty tekstu. Wiem, że przywołany tu profesor budzi kontrowersje, jego teorie również, ale sam problem jest poza nim. Jako filolog (in spe) wiem, jaką trudność sprawia zrozumienie tekstu z XVI w., a co tu dopiero mówić o mającym dwa tysiące lat i spisanym w martwym języku. Skąd zatem pewność, że to co rozumiemy, jest tym samym sensem, który został zapisany?
Secundo, interpretacja. To rzecz kolejna, której nigdy zrozumieć nie mogłem. Skąd bierze się monopol Kościoła Katolickiego na prawdę w interpretowaniu biblii? Przecież w znakomitej większości to tekst poetycki, symboliczny, a więc nie do odczytania wprost. Przypomina mi się pewien dowcip obrazkowy (zob. http://www.techne.com.pl/art_29.html), który pokazuje, jak trudna jest droga od tego, co się chce do tego, co się otrzymuje. Niebezpieczeństwo takiego procesu na przestrzeni dwóch tysięcy lat jest ogromne. Zresztą różnic w interpretacji nie trzeba szukać nawet poza Kościołem. Sami teologowie katoliccy przecież toczą spory interpretacyjne, bo przecież właśnie te, poza politycznymi, przyczyny stały za rozmaitymi rozłamami w Kościele.
Piszesz, że “Urząd Nauczycielski Kościoła, nie ma prawa nic do objawienia dodawać, ale ma obowiązek je obwieszczać i wyjaśniać”. Ale przecież to się wyklucza! Przy tak skomplikowanym tekście, każda egzegeza wiąże się z dodaniem lub pominięciem czegoś, przełożenie tekstu tej wagi “jeden do jeden” jest niemożliwe. Z powodów, o których powyżej piszę…
Tertio, dobór pism. Jakie, poza Duchem Świętym, są kryteria dopuszczenia pism do kanonu? Dlaczego tak wiele tekstów uznaje się za apokryficzne? Wiele z tych pism historycznie jest równie wiarygodna, jak te oficjalnie zgodne z doktryną. Pytam szczerze zaciekawiony, bo w większości wypadków spotykam się z formułą, że tekst X został dekretem papieża takiego, a takiego zaliczony w poczet apokryfów. I tyle uzasadnienia.
Quatro, gratuluję przejścia na wordpress’a. O niebo lepiej…
Łączę pozdrowienia.
Na początku dziękuję za tak obszerny komentarz, a co do meritum.
Co do Piotrowskiego to małe nieporozumienie, cytat pochodzi z tekstu, który jest polemiką z protestancką zasadą “sola scriptura” w związku z czym autor pomija problem natchnienia pisma, bo ta zasada jest wspólna dla katolików i prostestantów. Zgadzam się, że w dyskusji ogólnie o tradycji takie uproszczenie, nie jest adekwatne. Zgadzam się też co do ich znaczenia również bez transcendentnego kontekstu, ale tylko w znaczeniu kulturowym czy też filozoficznym. Dla człowieka wiary takie stawianie sprawy mimo wszystko tekst zubaża. Jednak jak zauważyłeś to nie czas i miejsce na dywagacje nad natchnieniem pism i ich prawdziwością.
1. Na pytanie o znaczenie słów niesposób odpowiedzieć spójnie bez powoływania się mimo wszystko na wiarę. Tekst powyższy jest właśnie próbą odpowiedzi na to pytanie. Odczytując słowa sprzed dwudziestu wieków jak zauważyłeś nie mamy żadnej ludzkiej gwarancji co do właściwego rozumienia intencji autora, potrzebujemy więc jakiegoś wsparcia. Tym wsparciem jest właśnie Tradycja i wiara w żywe uczestnictwo Ducha Świętego. Asystencji Ducha nie można udowodnić bez powoływania się na pismo. Co do Tradycji to ważne jest jej właściwe rozumienie. Zadaniem współczesnych egzegetów jest poszukiwanie nie tyle sensu samych słów, ile sensu tych słów w kontekście wszystkich pism uznanych za natchnione, a przede wszystkim odpowiedź na pytanie jak te słowa były rozumiane przede wszystkim przez pierwotny Kościół, egzegetów starożytnych, a także jak był interpretowany przez wieki w Kościele. Dopiero spójność rozumienia danego fragmentu tekstu w tych kontekstach może dać nam pewność jego właściwego rozumienia. Mamy więc do czynienia z dowodami pośrednimi. Dlatego zmiana jednego słowa zmieniająca znaczenie jakiegoś fragmentu, jeśli takie znaczenie byłoby niespójne z pozostałymi źródłami musi zostać odrzucone. Nie znam dokładnie zarzutów stawianych prof. Węcławskiemu, ale przypuszczam, że uzasadnienie musiało być tego typu.
2. Na część tego pytania odpowiedziałem w punkcie 1. Ja na to patrzę od drugiej strony, to właśnie autorytatywny Urząd Nauczycielski Kościoła jest zabezpieczeniem przed zniekształceniem. Teologowie katoliccy toczą spory lecz samo zdanie teologa nie jest równoznaczne z prawdziwością jego stwierdzenia, jego interpretacja jest konfrontowana z tym jak dana sprawa była rozumiana przez wieki. Wbrew pozorom wcale nie tak wiele spraw zostało dogmatycznie mocą autorytetu Kościoła zatwierdzonych jako nie podlegające dyskusji. Skąd ten autorytet? Pochodzi on z sukcesji apostolskiej, za autorytetem Urzędu Nauczycielskiego stoi autorytet apostołów i Ducha Świętego to jest jednak argument wiary. Urząd ten przecież w danych czasach jest sprawowany przez konkretnych ludzi ich zadaniem jest więc nie tyle dodawanie znaczeń do słów ile udowadnianie, że tak były rozumiane przez apostołów. Właśnie to czy dane stwierdzenie doprowadziło do rozłamu czy też ponownego zrozumienia i postawienia w nowym świetle zawsze znanej doktryny jest ostatecznym weryfikatorem danej prawdy czy interpretacji.
3. Znów muszę przyznać, że nie jestem historykiem i musze wierzyć tym którzy takie badania prowadzą. Jak pisałem kanon NT jaki dziś znamy po raz pierwszy został zapisany w 367 r. przez św. Atanazego a został zatwierdzony przez sobory w Hipponie (393 r.), Kartaginie (397 r.) a także wymieniony jest przez papieża Innocentego I w liście do bpa Eksuperiusza. Kryteriów kanoniczności jest kilka, a są wymienione w linku który podaje w tekście: http://www.piotrandryszczak.pl/kanon.html
Pozwól, że zacytuję:
“Aby księgę można było nazwać kanoniczną, potrzebne jest potwierdzenie jej Boskiego pochodzenia (natchnienia) przez Kościół (Nauczycielski Urząd Kościoła). Tylko Kościół może orzekać o natchnieniu księgi, włączając ją w ten sposób do kanonu. Dlaczego Kościół rości sobie wyłączne prawo do autentycznego i bezbłędnego rozpoznawania znamion Bożej inspiracji w księgach Starego i Nowego Testamentu? Powodów jest kilka.
1. Stary Testament powstał w łonie wspólnoty ludu Bożego Starego Przymierza, Izraela, który - jako ich “właściciel” - stopniowo rozpoznawał niektóre ze swoich ksiąg jako natchnione. Kościół jako lud Boży Nowego Przymierza przejął od Izraela te Pisma i od początku uznawał je za natchnione. (zob.)
2. Pisma Nowego Testamentu powstały we wspólnocie Kościoła i tylko Kościół może bezbłędnie rozpoznawać w nich znamiona natchnienia.
3. W Kościele działa ten sam Duch Święty, który natchnął święte księgi. Kościół więc prowadzony przez “Ducha Prawdy” może bezbłędnie rozpoznać Go jako autora swoich Pism.
4. Księgi Pisma Świętego uznawane w czasach apostolskich za natchnione zostały przez apostołów przekazane Kościołowi. Przekaz ten jest kontynuowany do dziś dzięki nieprzerwanemu następstwu biskupów.
”
Dalej odsyłam do linka.
Kryterium kanoniczności jest podstawowe: czy dane pismo zostło napisane pod natchnieniem Ducha Świętego. Przyznasz że nie da się tego udowodnić empirycznie i zostało zatwierdzone autorytarnie.
Wiele tekstów uważa się za apokryficzne, bo nie uznano w pierwszych wiekach natchnienia tych pism przez Ducha Świętego, chociaż wiele z tych tekstów może być bardzo ubogacających i pomaga lepiej zrozumieć wiarę chrześcijańską. Natomiast niektóre z nich wypaczają prawdy wiary przechowywane w pierwotnym Kościele, chodzi o to, że prawdopodobnie głosiły co innego niż przekazywali apostołowie.
Jednak możesz nadal być niezadowolony z odpowiedzi, bo moim zdaniem nie sposób zrozumieć istoty problemu bez jak to napisałeś “łaski wiary”. Wychodzimy z dwóch różnych założeń.
4. Wielkie dzięki za sugestie, też jesteśmy bardzo zadowoleni z wordpress’a chociaż trudniej o przekierowanie tutaj większej liczby czytelników. Mam nadzieję, że z czasem się to zmieni.
Pozdrawiam
Jeszcze jedna uwaga, która myślę może być istotna do zrozumienia katolickiego rozumienia wiary, Tradycji i Pisma Świętego. Katolicyzm nie jest religią księgi jak protestantyzm czy muzułmanizm, nie jest też filozofią życia jak wielkie religie wschodu, ale religią Żywego Boga. Ostateczną instancją w sprawach wiary jest więc Boże objawienie, które swoją pełnię znalazło w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Świadkami tego objawienia byli naoczni świadkowie jego życia i powiernicy jego bojawienia czyli apostołowie. To na ich autorytecie i wierze w ciągłą obecność i uczestnictwo Jezusa w tym procesie oparta musi zostać każda doktryna wyznawana przez Kościół katolicki. Problemem jest więc zachowanie objawienia i odpowiednie jego zrozumienie w nowych czasach w kolejnych epokach historycznych, autorytet apostolski nie kończy się jednak wraz ze śmiercią 12, lecz jest przekazywany kolejnym powołanym do tego dzieła, którzy są ich następcami czyli przedewszystkim biskupom i prezbiterom. Urząd Nauczycielski Kościoła stoi na straży odpowiedniego rozumienia w danym okresie historycznym raz przekazanego nam objawienia. Urząd ten to przede wszystkim istota tego w co wierzy wspólnota wiernych, a jego ostateczną instancją w sprawach dogmatycznych jest poprzedzona teologiczną dyskusją ożywioną uczestnictwem Ducha Świętego decyzja Magisterium Kościoła z papieżem jako następcą św. Piotra na czele. Wierzymy, że Bóg dba o czystość tego objawienia i chroni przed jego zniekształceniem, dlatego nie można sobie pozwolić na dowolność interpretacji poszczególnych wiernych, choćby byli nawet świętymi. W poszczególnych sprawach może mylić się św. Tomasz, św. Augustyn czy Orygenes, ale nie może się mylić ogłaszające prawdziwe rozumienie prawdy wiary Magisterium Kościoła, nie dlatego, że papież jest nieomylny czy ma nieskazitelną osobowość (bo często w historii zdarzali się papieże o raczej kiepskiej opinii i prowadzeniu się), ale dlatego że stoi za tą decyzją majestat Boga Żywego. Tak rozumieją to katolicy.
Dziękuję za obszerne wyjaśnienia, choć rzeczywiście przez różne spojrzenia na te same sprawy trudno będzie nam nawzajem przekonywać się do swoich racji.
Choć jedna rzecz mnie w tej odpowiedzi uderzyła. Piszesz: “Asystencji Ducha nie można udowodnić bez powoływania się na pismo”. Czyli jeśli dobrze rozumuję: Duch Św. czuwa nad dobrym rozumieniem Pisma, a o tym, że czuwa wiemy właśnie z tego Pisma? W ten sposób można udowodnić wszystko.
Ponadto nawet jeśli w jakikolwiek sposób uznamy, że odczytujemy treści prawidłowo, to pojawia się kolejny problem. U podstaw Pisma leży przecież nie nauczanie Jezusa, ale wierzenia pierwotnej wspólnoty, które też są interpretacją. A mnogość tekstów apokryficznych pokazuje, jak wiele tych prób zrozumienia było. Nie będzie chyba zatem fałszem, stwierdzenie, że Kościół Katolicki opiera się na jednej z wielu interpretacji tego, co zdarzyło się dwa tysiące lat temu. Problem jest większy, ogólniejszy. Zresztą pozwól, że przytoczę fragment z “Wprowadzenia do teologii dogmatycznej” O’Donnela:
—–
Jeśli wszelka prawda jest historycznie uwarunkowana, to wynika stąd, że wszystkie sformułowania prawdy są relatywne. Oznacza to, że nigdy nie możemy poznać czystej prawdy. Jest ona nam dana poprzez język, formuły, pojęcia i obrazy uwarunkowane konkretnym czasem. Jest to fakt niezwykłej wagi dla teologii chrześcijańskiej. Przede wszystkim, wynika zeń, że objawienie jest zawsze przekazywane przez historię. Następnie, oznacza to, że wszystkie próby zrozumienia objawienia będą ograniczone. Chociaż katolik jest przekonany, że Kościół może formułować wypowiedzi definitywne, a nawet nieomylne dotyczące natury wiary, przede wszystkim w sytuacji konfliktu, to jednak te prawdziwe wypowiedzi mają wszystkie cechy charakterystyczne innych wypowiedzi prawdziwych. Innymi słowy, są one prawdziwe, ale ograniczone. Stąd są otwarte na ponowne sformułowanie i faktycznie będą musiały być ponownie sformułowane w przyszłości.
—–
I właśnie to przekazywanie objawienia przez historię jest dla mnie ważne i je mając na uwadze konstruowałem moje pytania. Wydaje mi się, że zasłanianie się Duchem Świętym przy każdej sposobności, kiedy tylko pojawiają się nielogiczności, nie przysporzy Kościołowi zwolenników. Pamiętam, że na lekcjach religii jednym z pierwszych przerabianych tematów były historyczne dowody na istnienie Jezusa. Z jednej strony Kościół nieustannie przywołuje ten historyczny, namacalny kontekst, ale tam, gdzie jest to niewygodne ucieka się do metafizyki. Trochę to niekonsekwentne…
Rozumiem, że jako agnostyk nie jestem targetem tego blogu, ale to trochę szkoda, że o chrześcijaństwie nie można rozmawiać inną retoryką niż metafizyki. A chyba to, w dobie laicyzacji społeczeństwa, jest wyzwaniem dla Kościoła. To tak na marginesie…
Pozdrawiam.
Faktycznie przeczytałem jeszcze raz ten fragment i trochę się zagalopowałem, to faktycznie błąd. Pismo Święte jest oczywiście zapisem objawienia, które zostało nam dane przez Boga-człowieka i w ten sposób włączone w historię ludzkości, jest przez Kościół uznane za natchnione, ale tak jak pisze O’Donnel słowo pisane jak każdy przekaz historyczny jest ograniczone i wymaga ciągłego tłumaczenia, w nowych kontekstach. Co nie może oznaczać niestety, dowolności odczytywania tego słowa. Nie może być bowiem tak, że w nowym kontekście historycznym odczytywanie na nowo prawdy zapisanej w Piśmie będzie falsyfikowało wcześniejsze zapisy na ten temat. Nie chodzi oczywiście o zasłanianie się Duchem, aby ukryć nielogiczność, jednak nie możemy zapominać, że mówimy o rzeczywistości metafizycznej, której nie można sprowadzić do rzeczywistości czysto poznawczej czy wręcz empirycznej. Mówimy przecież o rzeczywistości wiary, a jej wyrażenie zawsze będzie niepełne i o tym mówi jak mi się zdaje O’Donnel.
Jeśli szukasz odpowiedzi na pytania o wiarę, na temat metafizycznej rzeczywistości Boga, a chcesz uzyskać odpowiedź, która będzie się tyczyła tylko rzeczywistości doczesnej to nie wiem czy taka odpowiedź jest możliwa.
Jako agnostyk jak najbardziej jesteś targetem tego blogu i twoje pytania są jak najbardziej na miejscu. Jednak nie oczekuj ode mnie, że o rzeczywistości metafizycznej będę mówił w oderwaniu od tej rzeczywistości. Takie podejście odziera wiarę z jej istoty, czyli rzeczywistego spotkania człowieka z Bogiem.
Masz rację, niezręcznie się trochę wyraziłem. Oczywiście nie oczekuję, że będziemy rozmawiać o wierze posługując się kategoriami “szkiełka i oka”. Prostując zatem, chciałem bardziej zwrócić uwagę na trudność jaką mają osoby mojego rodzaju przy czytaniu tekstów osób, które a priori zakładają, że czytelnik się z nimi zgadza przynajmniej jeśli chodzi o fundamentalne sprawy. Na tej też podstawie trudno mi czuć się Waszym targetem, bo we mnie właśnie te fundamentalne kwestie rodzą pytania. W jakiś sposób na przeciw moim oczekiwaniom wychodzi Hołownia, aczkolwiek bardziej poświęca się komentowaniu aktualności niż kwestiom wiary w ogóle.
Teraz lepiej to rozumiem (zwłaszcza przez tą analogię do Hołowni
), możemy spróbować rozmawiać w tych kategoriach, tylko z kolei w tym aspekcie ja mam pewną trudność. Pisząc teksty na tym blogu raczej nie zakładam, że czytelnik się ze mną zgadza, staram się przedstawić motywy jakie kierują moją wiarą i moją wiarę jako taką. Próbuję tu odczarowywać pewne stereotypy dotyczące wiary, czasem bardziej czasem mniej udolnie, ale nie wiem czy potrafię mówić o żywym Bogu w aspekcie czysto filozoficznym. Mam pewną trudność bo ludzie którzy szukają w chrześcijaństwie recepty na “przyzwoite” życie czy postępowanie według prawa naturalnego z czysto racjonalnych pobudek, zawsze wydają mi się albo masochistami albo filantropami. Esencją chrześcijaństwa dla mnie jest mój osobisty kontakt z żywym Bogiem i to jest motorem mojego działania, ale przypuszczam że to tylko moje wewnętrzne hamulce, trochę zawężają mój punkt widzenia. Myślę, że pytania z punktu widzenia agnostyka są o tyle cenne, że pozwalają wyjść poza schemat myślowy, więc zachęcam mimo wszystko próbuj dalej, może w końcu znajdziemy jednak jakieś punkty podparcia do dyskusji.