Kościół jak rodzina – (Tło rozważań o ekskomunice) cz. I
W rodzinie bywa różnie. Czasem można uzyskać wsparcie, miłość, inspirację… a czasem wręcz przeciwnie. W każdej rodzinie oczekujemy akceptacji. Mamy nadzieję, że nasi rodzice nie będą się nas wstydzić, ale będą nam pomagać.
Podobnie jest z Kościołem, który pojmujemy jako wspólnotę bliską rodzinie. Otrzymujemy w nim wsparcie, miłość i inspirację… a czasem wręcz przeciwnie.
Zarówno w Kościele jak i w rodzinie przychodzą jednak momenty próby – momenty buntu i chęci ustanawiania innych reguł. Chcemy być w tej wspólnocie, ale to my chcemy być jej głową i wyrocznią. Nie bacząc na tradycje naszych przodków, wprowadzamy własny porządek. Jednakże w którymś momencie nasza wspólnota* powie: NIE!
[*określenie „wspólnota” będę używał wobec twierdzeń, które mogą odnosić się zarówno wobec rodziny jak i Kościoła. Intencją wpisu jest jednak wykazanie, że względem różnych problemów zasady postępowania pozostają niemal takie same].
Upomnienie
„Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy (…) jeśli zaś nie usłucha weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch (…) jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech Ci będzie jak poganin i celnik” [Mt 18, 15-17]. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z dyskusją na temat podstawowych zasad i wartości lub (jak kto woli) kłótnią o to kto ma rację. Co do zasady jednak – naturalną rzeczą jest to, że jeśli widzimy błądzącego, to go napominamy (siostra wsadza głowę do mikrofalówki, a nasz kuzyn porzuca żonę i dzieci). Rodzinę łączy miłość – Kościół łączy Bóg, który jest Miłością. Z tej samej więc troski próbujemy pozostawić naszego brata w zgodzie z zasadami naszej wspólnoty. Co istotne z reguły nie stosuje się tu przymusu. Owszem napomnienie jest pewną forma presji, która ma spowodować opamiętanie się błądzącego, ale w żadnej wspólnocie rodzinnej ani kościelnej nie wolno trzymać nikogo pod przymusem. Każda wspólnota ma prawo dbać o swoje dobre imię i jeśli jest to konieczne stosować środki, które to dobre imię będzie chronić. Upomnienie, o którym pisze św. Mateusz ma być skutecznym nawróceniem brata ze złej ścieżki. Samo upomnienie czasem jednak nie wystarcza.
Kara w rodzinie
W każdym domu jest pewien symboliczny przedmiot – stół (taki mebel). Mówi się o nim, że to „domowy ołtarz” – miejsce szczególne, przy którym spotykają się członkowie rodziny w momentach najważniejszych. Czasem zdarza się jednak, że nie chcemy z kimś „jadać przy jednym stole”.
W tym właśnie miejscu dokonuje się symboliczne odrzucenie dotąd bliskiej nam osoby. Owe odrzucenie zawsze było i jest związane z naruszeniem absolutnie najważniejszych zasad, poprzez zachowania i czyny niegodne danej rodziny, które mogą sprowadzać na wszystkich hańbę i upokorzenie (nikt chyba nie chce, by jego rodzina była postrzegana jako „rodzina złodziei”, „rodzina oszustów” itp.). Od tych skrajnie nieakceptowanych zachowań rodzina się odcina poprzez symboliczne zdystansowanie się i odrzucenie osób, które tych praktyk się dopuściły. Warto podkreślić, że dawniej w praktyce oznaczało to całkowite wyrzucenie z domu! [W Kościele nie ma tak surowej reguły, o czym będzie jeszcze mowa.]
Zastosowanie tego rodzaju kary nie jest częste i do zastosowania wymaga dużej ostrożności i rozwagi. Jej istnienie jest jednak konieczne, by pozostawić możliwość oczyszczenia wspólnoty z czynów, które przynoszą zgorszenie, a także ze względu na próby nawrócenia na właściwą ścieżkę poprzez autorytet danej wspólnoty.
Kara w Kościele - Tło rozważań
Mając na uwadze powyższe rozważania, należy sobie uświadomić, że Kościół nie tworzy nic sam z siebie. Rodzina i Kościół to dwie bardzo ważne wspólnoty i wierzymy, że Bóg działa w nich najmocniej. Mówi się, że reguły w nich panujące są najbliższe prawu naturalnemu [rodzina zawsze stanowiła najmocniejszy fundament i Kościół zawsze stawał w obronie władzy rodzicielskiej, co jest szczególnie podkreślane w odniesieniu do władzy państwowej, względem której rodzina zawsze miała pierwszeństwo – por. Leon XIII Rerum Novarum, p. 10].
Cały powyższy obraz – stanowiący porównanie Kościoła do rodziny i ukazujący ich zbieżności – miał na celu zarysowanie właściwego tła do rozumienia, czym jest kara kościelna łącznie z tą najsurowszą, czyli ekskomuniką.
Tak jak w każdej rodzinie, podobnie w Kościele powstaje często wiele nieporozumień. Niestety czasem konieczne jest zastosowanie mocnych „argumentów”. Należy jednak pamiętać, że po takie kroki sięga wspólnota, która bazuje na Miłości. W tym kontekście nie można rozważać ekskomuniki jako rodzaju bata czy innego poskramiacza, ale tylko i wyłącznie jako przejaw troski o człowieka. Zachowanie pewnych zasad służy przecież człowiekowi, by zachowywał trzeźwość myślenia i pozostawał na właściwej ścieżce. Czasem jest jednak tak, że dopiero po czasie ktoś odkrywa tą prawdę – tak jak w znanej przypowieści o synu marnotrawnym [Łk 15, 11-32].
Spoglądając już teraz całościowo na powyższe rozważania - mając na uwadze zarówno troskę o człowieka jak i dobro całego Kościoła (o czym pisałem wcześniej) – można przyjrzeć się uważnie czym jest, za co grozi i jakie niesie konsekwencje kościelna cenzura, czyli ekskomunika. Rozważania te zostaną podjęte w następnym wpisie.

